Najnowsze posty

Image Alt

Sylwester na kole podbiegunowym

sylwester rosja

Sylwester na kole podbiegunowym

Koło podbiegunowe to nietypowy kierunek wyjazdowy. Jeszcze bardziej oryginalnie zabrzmi kiedy ktoś będzie chciał spędzić tam sylwestra. Na wyprawę w to niesamowite miejsce zaprasza Justyna Czaja, Rafał Czaja i Bartosz Łowigus.

Na przełomie grudnia i stycznia postanowiliśmy poszukać zimy i zimowych atrakcji. Nasz wybór padł więc na Rosję a dokładniej na Półwysep Kolski, jego usytuowaną na kole podbiegunowym część i główne miasta: Murmańsk, Kirowsk i Monczegorsk. Samolotem z Warszawy, z przesiadką w Moskwie, docieramy na lotnisko w Murmańsku, a stamtąd do centrum miasta, gdzie z okna naszego wynajętego mieszkania na dziewiątym piętrze oglądamy panoramę Murmańska.

Kolejnego dnia zwiedzamy miasto: port z zakotwiczonymi tam lodołamaczami, Prospekt Lenina z nieodzownym pomnikiem wodza rewolucji, usytuowany na wzgórzu monumentalny pomnik Aloszy – radzieckiego żołnierza z pepeszą – poświęcony Obrońcom Sowieckiej Arktyki z czasów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.

Morze Barentsa do 1853 roku zwane było Morzem Murmańskim

Rankiem z Murmańska wyruszamy do osady Teribierka nad Morzem Barentsa. Fascynuje i zachwyca już sama podróż, którą pokonujemy minibusem. Szare niebo rozświetlone tylko nad widnokręgiem i brak słońca dla osób nieoswojonych z nocą polarną wydają się dziwne i dezorientujące, nie pozwalają, bez pomocy zegarka, na precyzyjne określenie pory dnia.
Oblodzona droga do Teriberki prowadząca przez teren pełen przewyższeń prowokuje do rozmów na temat motoryzacji, umiejętności miejscowych kierowców i przyczepności duńskich opon z kolcami. Po drodze zatrzymujemy się i robimy zdjęcia – fotografujemy opadającą w dół to znów wznoszącą się w górę szosę, przy której leży czysty skrzący się śnieg, ciemne niebo z jasnymi pasami, charakterystyczne kopce kamieni utworzone przez naturę i… naśladujących ją turystów.

Osada Teribierka usytuowana jest w dole, dzieli się na starą i nową część. Zwiedzanie zaczynamy od zatoczki, w której znajduje się cmentarzysko statków. Odpływ pozwala dokładnie obejrzeć znajdujące się w wodzie zardzewiałe wraki rybackich kutrów. Skromne domy mieszkalne, niektóre opuszczone, surowy krajobraz mają w sobie coś posępnego i przygnębiającego.

Przypominają się słowa piosenki „Teribierka” rosyjskiej grupy Wasilij K. i Intielligienty, przypominają się kadry z filmu „Lewiatan” Andrieja Zwiagincewa. W filmie rosyjskiego reżysera pejzaż Teribierki, w której kręcono część zdjęć, tworzył przestrzeń realistyczną i symboliczną jednocześnie.

Później udajemy się nad morze. Woda w teribierskiej zatoce Morza Barentsa nie zamarza, mimo temperatur dochodzących zimą do minus 24 stopni. Niezwykłe wrażenie wywiera surowy północny krajobraz – fale rozbijające się o skały, odcinająca się od leżących na brzegu szarych głazów biel spienionej wody i śniegu…

Kolejnego dnia opuszczamy Murmańsk i udajemy się w dalszą podróż. Po drodze postanawiamy odwiedzić jedną z lokalnych atrakcji turystycznych – wioskę Saamów: Sam-Syjt. Gdy docieramy na miejsce, naszym oczom ukazują się tłumy podekscytowanych azjatyckich turystów z aparatami fotograficznymi i telefonami na selfie statywach.
Nie jest to miejsce, jakiego się spodziewaliśmy. Na próżno szukać tam bliższego, autentycznego kontaktu z kulturą Saamów, wiedzy na temat ich historii, zwyczajów, tradycji… A szkoda, miejsce to mogłoby być interesującym skansenem etnograficznym, a jest jedynie tanią cepelią. Jeśli ktoś chce poznać kulturę fascynującego ludu zamieszkującego Półwysep Kolski a także tereny Finlandii, Norwegii i Szwecji, poznać jego folklor i wierzenia, będzie rozczarowany. Miejsce to może natomiast spodobać się rodzinom z dziećmi lub osobom nastawionym na zabawę i powierzchowny kontakt z „ludowością”. Obsługa wioski w regionalnych strojach proponuje zwiedzającym dużo gier i konkursów. Przyjeżdzający zaprzężonymi w renifery saniami Died Mroz (rosyjski odpowiednik naszego Gwiazdora czy Świętego Mikołaja) rozdaje cukierki.
W wiosce można zobaczyć psy husky, renifery, króliki, można przejechać się saniami zaprzężonymi w renifery, pojeździć na skuterach śnieżnych lub ciągniętym po śniegu bananie, który nam kojarzył się z latem nad Bałtykiem, można przy drewnianych słupach przypominających indiańskie totemy poprosić o szczęście w miłości, zdrowie, dostatek, można zrobić pamiątkowe zdjęcia, które pokaże się znajomym.

Znacznie większych wrażeń dostarczył nam dwudniowy pobyt w Łowoziero. Jest to osada uznawana za centrum życia kulturalnego Saamów na Półwyspie Kolskim. Znajduje się tam małe muzeum, w którym zdecydowanie lepiej poznać można kulturę tego ludu, organizowane są też festiwale, nieprzypadkowo miejscowość ta nazywana bywa „stolicą rosyjskiej Laponii”.

Saamowie, pewnie bardziej znani jako Lapończycy, stanowią mały odsetek mieszkańców tego regionu Rosji. Szacuje się, że żyje ich tutaj około dwóch tysięcy.

Dla osób, których folklor Saamów nie interesuje, Łowoziero może stanowić dobrą bazę do wycieczki na okoliczne jeziora. My skorzystaliśmy z propozycji naszego gospodarza i wybraliśmy się nocą saniami ciągniętymi przez skutery śnieżne na jedno z największych jezior półwyspu, czwarte co do wielkości w obwodzie murmańskim – Łowoziero (powierzchnia 200 km2). Zachwyciła nas totalna cisza, piękne niebo i bezkres zaśnieżonego jeziora. To idealne miejsce, na nocną wyprawę i wyczekiwanie zorzy polarnej. Nasi rosyjscy towarzysze bardzo sprawnie przygotowali tak zwane szwedzkie ognisko nazywane też szwedzką pochodnią (nacięty pień drzewa, w którym pali się ogień). Do czajnika z wodą dorzucili lokalnych ziół i przygotowali nam gorącą herbatę.

Kolejnym punktem na naszej trasie był Monczegorsk, w którym, w lokalnym klubie-dyskotece „Krużka” witaliśmy Nowy Rok. Przed rozpoczęciem zabawy w licznych klubowych telewizorach można było obejrzeć film „Ironia losu” z piękną Barbarą Brylską w roli głównej, dubbingowaną w scenach muzycznych przez Ałłę Pugaczową. Akcja tej nastrojowej, smutno-zabawnej komedii rozgrywa się w noc sylwestrową, sam film – emitowany corocznie – stanowi w Rosji niemal obowiązkowy element noworocznej tradycji. Razem z Rosjanami nie tylko bawiliśmy się przy rosyjskich i zagranicznych hitach, ale także obejrzeliśmy w telewizji orędzie prezydenta Władimira Putina składającego rodakom życzenia świąteczno-noworoczne tuż przed wybiciem północy, do której czas odmierza kremlowski zegar.

Kolejnym przystankiem na naszej trasie był Kirowsk, a dokładniej Chibiny – górski masyw leżący jeszcze za północnym kołem podbiegunowym. To miejsce, które każdy z nas na pewno zapamięta na długo.

Ciemno, wietrznie, temperatura, przy której herbata zamarza w ciągu kilku minut… tak można w wielkim skrócie opisać warunki panujące w Kirowsku, gdy dotarliśmy na miejsce.

Zwykle szuka się wtedy izby, gdzie przy gorącej herbacie i cieple kominka będzie można na chwilę ogrzać zmarznięte ręce. My jednak szukamy zimowych atrakcji i wyzwań. Odpowiednio ubrani w kombinezony, buty, ciepłe rękawice i kaski ruszyliśmy stawić czoło przygodzie. Nocna wyprawa skuterami śnieżnymi po górskich ścieżkach i zamarzniętym jeziorze to rozrywka, którą polecamy każdemu! Po blisko dwóch godzinach jazdy, podziwianiu rozgwieżdżonego nieba, docieramy do urokliwego drewnianego schroniska. Podekscytowani wrażeniami, jakich dostarczyła nam jazda, udajemy się na ciepły posiłek – rozgrzewającą uchę – zupę rybną oraz mięso z warzywami.
Do pełni szczęścia zabrakło tylko widoku zorzy polarnej. No cóż, najwyraźniej dane nam jest odwiedzić ten piękny zakątek świata raz jeszcze. Po posiłku ruszamy w dwugodzinną drogę powrotną. To był niewątpliwie jeden z najciekawszych punktów naszej wyprawy. Słowa uznania należą się lokalnej agencji turystycznej, która zapewniła nam bardzo profesjonalną obsługę, świetny sprzęt i doświadczonego przewodnika.

Naszą podróż zakończyliśmy w Petersburgu. Miasto odwiedzaliśmy już nie pierwszy raz. Na szczęście, bo oferuje ono turystom taką mnogość zabytków, atrakcji turystycznych, że można by spędzić tutaj miesiące. Cerkiew na Krwi, Plac Pałacowy, Sobór Świętego Izaaka, Jeździec Miedziany – konny pomnik założyciela Petersburga cara Piotra I, Ermitaż… budowle i pomniki będące wizytówką miasta, Newski Prospekt – najdłuższa, główna ulica miasta z jej przepięknymi monumentalnymi budynkami, petersburskie rzeki, kanały i mosty… wszystko to tworzy obraz tego niezwykłego miasta. I oczywiście niemal wszechobecne kamienne lwy kojarzące się z filmem mistrza rosyjskiej komedii Eldara Riazanowa Niezwykłe przygody Włochów w Rosji – przedstawiającym zabawne perypetie grupy cudzoziemców poszukujących skarbu, według wskazówek umierającej rosyjskiej emigrantki – ukrytego w Leningradzie pod lwem…

Z Petersburga wybraliśmy się też marszrutką do leżącego około 30 km od centrum Kronsztadu – usytuowanego na wyspie Kotlin przy Zatoce Fińskiej portu morskiego, bazy rosyjskiej Floty Bałtyckiej, jednego z najbardziej charakterystycznych symboli zarówno rosyjskiej rewolucji, jak i sprzeciwu wobec niej. Niegdyś Kronsztad był niedostępny dla zwiedzających, stanowił zamknięty teren wojskowy, dziś można podziwiać ogromne okręty w porcie, oglądać sprzęt wojskowy z różnych okresów. Miejsce to jednak stanowi nie tylko atrakcję dla miłośników militariów. Spacerując, warto popodziwiać zamarzniętą Zatokę Fińską, interesujący architektonicznie sobór morski – Sobór św. Mikołaja Cudotwórcy zbudowany w latach 1903-1913, dla którego inspirację stanowiła stambulska Hagia Sophia.

Nasz dziewięciodniowy pobyt w Rosji pozwolił nam na zobaczenie wielu ciekawych miejsc, obcowanie z piękną, często surową przyrodą, pozwolił na spotkanie interesujących ludzi, którzy opowiadali nam o życiu codziennym w Rosji (pozdrowienia dla naszych kierowców i gospodarzy z Łowoziero 🙂 Stworzył możliwość poznawania rosyjskich smaków: jedliśmy kalitki – wytrawne ciastka z nadzieniem w różnych smakach, uchę – zupę rybną czy mięso z renifera i niedźwiedzia, którego amatorami jednak nie zostaliśmy. Przede wszystkim pozwolił jednak nacieszyć się prawdziwą śnieżną i mroźną zimą i jej urokami.

Zostaw komentarz: